ZZSK, stres i stawy.

Moja historia i droga do równowagi
Miałam 26 lat, kiedy usłyszałam diagnozę: ZZSK.
Zesztywniające zapalenie stawów kręgosłupa.
Dla lekarza była to nazwa choroby.
Dla mnie — wizja przyszłości, która zupełnie do mnie nie pasowała.
Sztywne ciało. Ograniczony ruch. Stawy biodrowe i barkowe, które z czasem przestają współpracować. Wózek. Zależność. Utrata swobody.
Pamiętam, że byłam wstrząśnięta, ale jednocześnie coś we mnie krzyczało bardzo wyraźnie:
– To niemożliwe! To mnie nie pokona!
Nie bunt.
Nie zaprzeczenie.
Raczej głębokie, wewnętrzne „NIE!”.
Wiedza przyszła później. Najpierw była intuicja
Dwadzieścia lat temu nie znałam jeszcze nazwisk, które dziś przewijają się
w rozmowach o świadomości i ciele.
Nie czytałam Tolle’a.
Nie znałam Dispenzy.
A jednak już wtedy robiłam coś, co dziś nazwałabym bardzo świadomym:
Wyobrażałam sobie siebie zdrową.
W mojej głowie nie było obrazu chorej osoby.
Ani na moment.
Nie w oderwaniu od rzeczywistości.
Nie w naiwności.
Tylko w bardzo cielesnym czuciu — że moje ciało jest giętkie, że się porusza, że współpracuje ze mną.
Dziś wiem, że to było pierwsze świadome połączenie umysłu z ciałem.
Wtedy nie umiałam tego nazwać.
Po prostu czułam – jeśli to połączenie zachowam, nic we mnie się nie złamie.
Ruch, który nie walczy z ciałem
Z czasem zauważyłam coś bardzo wyraźnie: rozciąganie pomaga.
Nie intensywne treningi.
Nie udowadnianie sobie siły.
Tylko łagodny, regularny ruch, który mówi ciału: „Jestem z Tobą”.
Rozciąganie przywracało mi przestrzeń.
Oddech.
Zakres ruchu.
Dziś wiem, że wtedy brakowało mi jeszcze jednego elementu — wiedzy
o minerałach, o których teraz piszę.
O borze.
O magnezie.
O krzemie.
O tym, jak bardzo tkanki potrzebują wsparcia „od środka”.
Ale mimo tej niewiedzy ciało i tak odpowiadało — bo czuło, że ktoś je wreszcie słucha.
Moment prawdy: stres i emocje
Jest jedna rzecz, którą poznałam na własnych stawach bardzo dotkliwie.
I dziś mogę powiedzieć to bez wahania:
Wystarczy dłuższa sytuacja stresująca, żal albo gniew, który rozrywa od środka — a proces chorobowy wraca.
Nie od razu.
Najpierw subtelnie.
Zaczyna się od utraty kontaktu z ciałem.
Jakby połączenie, które tak mozolnie się budowało, nagle się urywało.
Umysł przejmuje stery.
Ciało zostaje z boku.
I wtedy „hulaj dusza”.
Sztywność.
Ból.
Nawrót objawów.
Nie dlatego, że ciało jest słabe.
Ale dlatego, że gdy wibracja nasza spada, emocje szaleją i cała harmonia rozsypuje się jak domek z kart.
Powrót do siebie – krok po kroku, bez pośpiechu
Za każdym razem, gdy objawy wracały, wiedziałam jedno:
muszę znowu wziąć swoje życie w swoje ręce.
Nie w sensie kontroli.
W sensie powrotu do siebie.
To jest wspinanie się po drabinie — mozolne, czasem frustrujące,
czasem bardzo powolne.
Ale z każdą rundą jest w tym więcej świadomości.
Dziś wiem, że:
- rozciąganie to nie dodatek, tylko podstawa,
- minerały to podstawa, nie opcjonalny dodatek
- stres nie jest abstrakcją, tylko napięciem zapisanym w tkankach,
- harmonia nie jest stanem stałym, tylko relacją, o którą się dba.
To nie historia o wygranej. To historia o uważności
Nie piszę tego jako dowodu, że „da się wszystko”.
Piszę to, bo wiem, jak bardzo samotnie można się czuć z diagnozą,
która brzmi jak wyrok.
Chcę powiedzieć jedno bardzo wyraźnie:
nawrót objawów nie oznacza porażki.
Oznacza, że coś zostało przeciążone.
Że gdzieś straciliśmy kontakt.
Że ciało znowu próbuje nas zatrzymać.
I wtedy nie trzeba zaczynać od zera.
Trzeba wrócić do połączenia.
Na zakończenie
Fundament jest zawsze ten sam:
harmonia między umysłem, a ciałem.
Kiedy ona płynie swobodnie, ciało radzi sobie zadziwiająco dobrze.
Kiedy się rwie — choroba przypomina o sobie.
I to nie jest porażka.
To informacja.
Zobacz poprzedni wpis: Trio minerałów: Magnez, MSM i Krzem-wsparcie dla ruchomości stawów

💚 Cześć! Z wykształcenia polonistka, obecnie studentka zielarstwa i fitoterapii. Jako filolog łączę humanistyczne zrozumienie człowieka z nauką zielarstwa i fitoterapii, emocji i świadomości ciała.
Na blogu dzielę się moją prawdziwą historią: zakrętami, powrotami, lekcjami, ziołami, medytacją – wszystkim, co kwitnie w Ogrodzie Świadomości. Rozgość się. Może coś z mojej drogi poruszy też Twoją.💚
