Złamana, ale niepokonana

Z cienia do światła – moja droga do wolności
Moja droga nigdy nie była prosta.
Była kręta, poszarpana, pełna ślepych zaułków i wyborów, których przez długi czas nie rozumiałam nawet ja sama.
Dziś, z perspektywy czasu, widzę, że każdy z tych momentów – nawet tych najciemniejszych – coś we mnie odsłaniał.
Nie piszę tego, by się tłumaczyć.
Nie po to, by coś udowadniać.
Piszę, bo może Ty też dziś potrzebujesz się zatrzymać.
Zobaczyć siebie z łagodnością. Bez ocen.
Bo czasem właśnie cudza historia potrafi zapalić w nas małą iskierkę — wtedy, gdy czujemy, że utknęłyśmy w cieniu.
Samotność, której nikt nie widzi
Mój pierwszy związek zaczął się jak wiele innych – z nadzieją.
Z wiarą, że razem można wszystko.
Ale dość szybko ta wspólna przestrzeń stała się samotnością.
Nie tą oczywistą, w pustym domu. Ale tą cichą – w obecności kogoś, kto coraz bardziej znika.
Życie z osobą uzależnioną to codzienna walka – o spokój, o nadzieję, o siebie.
Z perspektywy czasu wiem, że nikt nie może uratować drugiego człowieka, jeśli on sam nie chce wyciągnąć ręki.
A ja przez lata próbowałam.
Tylko po to, by zrozumieć, że moja pomocna dłoń nie zawsze wystarczy.
Nerwy, huśtawki nastrojów, napięcie od rana do nocy.
Wtedy wydawało mi się, że łatwiej było, gdy pił…
To błędne koło trwało dziewiętnaście lat.
Dzisiaj aż trudno mi uwierzyć, że tak długo żyłam w zawieszeniu, pomiędzy nadzieją a lękiem.
Azyl w małych pasjach
Z czasem nauczyłam się oswajać strach.
Zagłuszałam go działaniem. Budowałam wokół siebie mały azyl z pasji, żeby przestać o nim myśleć.
Marzyłam o psie – wiernym towarzyszu, który będzie zawsze obok.
I los, jakby na chwilę wyrównał rachunki.
Pojawiły się dogi niemieckie – moje olbrzymy z ogromem miłości.
Zostały ze mną do dziś i wiem, że będą tak długo, jak długo starczy mi sił.
Były jak lek na ciszę, której już nie mogłam znieść.
Kiedyś opowiem Ci, jak mój pierwszy dog dosłownie uratował moje życie…
Kiedy zamknęłam za sobą drzwi
Kiedy w końcu odeszłam – przestałam się bać.
To uczucie było jak powiew świeżego powietrza po latach duszenia się.
Nie wiedziałam jeszcze, jak będzie wyglądało moje życie, ale wiedziałam jedno: będę wolna.
Czułam się jak ktoś, kto wychodzi z więzienia z jedną myślą w głowie:
„Jestem wolna.
Wszystko mogę zacząć od nowa.”
Byłam pełna zapału, żeby zbudować spokój.
Ale codzienność znów zaczęła mnie przygniatać.
Uciekłam w pracę, zbudowałam firmę, która miała być dowodem, że dam radę.
Że jestem silna.
Aż pewnego dnia ta siła po prostu się skończyła.
Prawda, która przychodzi po upadku
Kiedy wszystko się posypało — firma, dom, stabilność — poczułam, że już nie mam nic.
Ale to właśnie wtedy pojawiła się prawda.
O mnie.
O tym, że nie muszę być niezniszczalna, by być wartościowa.
Zrozumiałam, że żyjąc w strachu i niepewności,
sama brukowałam swoją drogę lękiem.
Że każdy dzień to myśl, która tworzy scenariusz naszego życia.
A ja przez lata pisałam go z lęku.
Aż powiedziałam dość.
Bo ile razy można tonąć w gąszczu własnych myśli?
💬 Dziś wiem, że nawet najtrudniejsze drogi prowadzą do światła.
Czasem trzeba przejść przez cień, by naprawdę zrozumieć siebie.
Nie po to, żeby zapomnieć, ale żeby odnaleźć sens w tym, co było.
Bo tylko wtedy, gdy przestajemy udawać, że wszystko jest dobrze,
możemy naprawdę zacząć żyć.
Nawet najciemniejsza
noc skończy się,
a słońce znów wzejdzie.
William Shakespeare
💬 Pytanie do komentarzy
Jak wyglądał Twój pierwszy krok ku wolności? 🌿

💚 Cześć! Z wykształcenia polonistka, obecnie studentka zielarstwa i fitoterapii. Jako filolog łączę humanistyczne zrozumienie człowieka z nauką zielarstwa i fitoterapii, emocji i świadomości ciała.
Na blogu dzielę się moją prawdziwą historią: zakrętami, powrotami, lekcjami, ziołami, medytacją – wszystkim, co kwitnie w Ogrodzie Świadomości. Rozgość się. Może coś z mojej drogi poruszy też Twoją.💚
