✧
Dlaczego tak trudno zostawić to, co nam nie służy?
Czasem czuję, że nadal trzymam coś, co mnie ogranicza.
Nie pasuje już do mnie. Nie wspiera mnie i nie prowadzi tam, dokąd chciałabym dojść. A jednak ciągle to ze sobą niosę.
Może to być przekonanie, że muszę być silna niezależnie od sytuacji.
Może być nim poczucie odpowiedzialności za wszystkich dookoła.
Stary lęk, że jeśli powiem „nie”, ktoś mnie odrzuci.
Albo obawa, że kiedy wreszcie puszczę to, co znane, nie pozostanie już nic, na czym mogłabym się oprzeć.
Dzisiaj rozumiem, że człowiek nie trzyma się tego, co mu nie służy, dlatego że jest słaby albo nie potrafi podjąć decyzji. Często trzyma się tego, ponieważ kiedyś właśnie to pomagało mu przetrwać.
Nie zawsze trzymamy się człowieka albo sytuacji
Czasem wydaje nam się, że nie potrafimy odejść od konkretnej osoby, miejsca albo sposobu życia.
Tak naprawdę możemy trzymać się czegoś znacznie głębiej.
Nadziei, że jeszcze wszystko się zmieni.
Obietnicy, którą kiedyś złożyłyśmy sobie lub komuś innemu.
Wyobrażenia o tym, jak miało wyglądać nasze życie.
Roli osoby silnej, cierpliwej i niezawodnej.
Możemy również trzymać się przekonania, że skoro poświęciłyśmy czemuś tyle lat, wysiłku i emocji, nie wolno nam tego zostawić. Jakby odejście miało oznaczać, że cały ten czas został zmarnowany.
Ale doświadczenie nie staje się bezwartościowe tylko dlatego, że pewien etap dobiegł końca.
To, co przeżyłyśmy, mogło nas czegoś nauczyć, ukształtować i doprowadzić do miejsca, w którym potrafimy już zobaczyć więcej. Nie musimy jednak pozostawać w dawnej sytuacji tylko po to, aby nadać sens temu, co było.
Czasem największą wartością przeszłości jest właśnie to, że dzięki niej wiemy, czego nie chcemy już powtarzać.
Znane nie zawsze jest dobre, ale jest przewidywalne
Trudno zostawić to, co znamy, nawet jeżeli nas boli.
W znanym świecie wiemy, czego możemy się spodziewać. Znamy swoje zadania, reakcje innych ludzi i sposoby radzenia sobie z kolejnym trudnym dniem. Nauczyłyśmy się poruszać nawet po bardzo nierównym terenie.
Zmiana odbiera tę przewidywalność. Pojawiają się pytania:
Co będzie dalej?
Czy sobie poradzę?
Czy podejmuję dobrą decyzję?
Czy nie będę żałowała?
Kim będę, jeśli przestanę pełnić rolę, która przez lata określała moje życie?
Dlatego człowiek może długo pozostawać w sytuacji, o której wie, że nie jest dla niego dobra. Nie dlatego, że nie widzi prawdy. Czasem widzi ją bardzo wyraźnie, ale jeszcze nie czuje się gotowy ponieść wszystkich konsekwencji zmiany.
To, co znane, daje wówczas nie tyle bezpieczeństwo, ile jego namiastkę.
Nie jest dobrze, ale przynajmniej wiadomo, jak jest.
Przez wiele lat myślałam, że muszę być silna
Bardzo młodo wyszłam za mąż. Nie miałam wtedy wiedzy ani doświadczenia, które mam dzisiaj. Nie potrafiłam rozpoznawać wielu mechanizmów, stawiać granic ani pytać siebie, czego naprawdę potrzebuję.
Później pojawiła się córka, codzienne obowiązki i życie u boku osoby zmagającej się z uzależnieniem.
W wielu sprawach byłam sama, nawet jeśli formalnie nie żyłam samotnie.
Trzeba było zajmować się dzieckiem, domem i tym wszystkim, co przynosił kolejny dzień. Nie mogłam po prostu zatrzymać świata i powiedzieć, że nie mam już siły.
Nauczyłam się więc radzić sobie.
Przekonanie „muszę być silna” nie pojawiło się bez powodu. Przez długi czas naprawdę pomagało mi wstawać, działać i chronić to, co było dla mnie najważniejsze.
Miałam również swoje pasje, marzenia i wewnętrzny świat. To właśnie one pozwalały mi zachować część siebie, która nie należała do trudnej codzienności. Dzięki nim nie przestałam całkowicie wierzyć, że życie może kiedyś wyglądać inaczej.
Dzisiaj nie chcę osądzać tamtej młodej kobiety za to, że nie odeszła wcześniej, nie powiedziała czegoś głośniej albo zbyt długo miała nadzieję.
Ona podejmowała decyzje na podstawie tego, co wtedy wiedziała, czuła i potrafiła.
Nie potrzebuje mojego osądu.
Potrzebuje mojego zrozumienia.
To, co kiedyś chroniło, może później zacząć ograniczać
Nie wszystkie nasze przekonania były od początku czymś złym. Niektóre powstały po to, aby pomóc nam przejść przez trudny czas.
„Muszę być silna” mogło znaczyć:
Muszę zadbać o dziecko.
Muszę przetrwać kolejny trudny dzień.
Nie mogę teraz się rozsypać.
Muszę znaleźć dla siebie choć kawałek świata, w którym nadal będę sobą.
Problem zaczyna się wtedy, gdy zagrożenie mija albo sytuacja się zmienia, a my nadal żyjemy tak, jakby wszystko zależało wyłącznie od naszej wytrzymałości.
Wtedy siła może stać się pancerzem.
Nie pozwala poprosić o pomoc. Przyznać, że coś boli. Odpocząć bez poczucia winy. Powiedzieć, że dłużej nie chcemy ponosić odpowiedzialności za wybory drugiego człowieka.
Przez lata można wierzyć, że siła oznacza znoszenie coraz więcej.
Dzisiaj widzę ją inaczej. Siłą może być również postawienie granicy. Powiedzenie „nie wiem”.
Poproszenie o pomoc.Przyznanie, że nie wszystko potrafię naprawić.
A czasem także odejście od tego, co stopniowo odbiera mi samą siebie.
Nie każda trudność oznacza, że trzeba odejść
Nie chcę jednak tworzyć kolejnej prostej zasady: „Jeżeli coś jest trudne, natychmiast to zostaw”.
Nie każda niewygoda oznacza, że dana relacja, praca albo życiowa droga nam nie służy. Czasami trudność jest częścią rozwoju. Bliskie relacje wymagają rozmowy, cierpliwości, odpowiedzialności i gotowości do naprawiania tego, co zostało zranione.
Ważne jest jednak, czy wysiłek podejmują obie strony.
Czy po rozmowach rzeczywiście coś się zmienia?
Czy moje granice są szanowane?
Czy w tej relacji jest miejsce również dla mnie?
Czy trwam dlatego, że świadomie wybieram, czy dlatego, że boję się wszystkiego, co mogłoby wydarzyć się po zmianie?
Cierpliwość nie powinna oznaczać zgody na krzywdzenie.
Miłość nie wymaga ciągłego rezygnowania z siebie.
A odpowiedzialność za drugiego dorosłego człowieka nie oznacza, że możemy za niego podjąć decyzję o zmianie.
Możemy wspierać, rozmawiać i dawać szansę. Nie możemy jednak wykonać za kogoś pracy, której on sam nie chce podjąć.
Zrozumienie tej różnicy zajęło mi wiele czasu.
Zostawianie rzadko odbywa się w jednej chwili
Z zewnątrz zmiana może wyglądać jak jedna decyzja. Ktoś odchodzi, kończy pewien etap, zmienia pracę albo mówi: „Już dłużej tak nie chcę”.
Wewnątrz ten proces często zaczyna się znacznie wcześniej.
Najpierw pojawia się ciche poczucie, że coś przestało być zgodne z nami.
Później próbujemy je zagłuszyć. Tłumaczymy sobie, że przesadzamy, powinnyśmy jeszcze poczekać, bardziej się postarać albo ponownie dostosować.
W końcu przychodzi jednak moment, w którym nie potrafimy już nie widzieć tego, co zobaczyłyśmy. Nie zawsze jesteśmy wtedy gotowe na wielki krok.
Możemy jednak wykonać mniejszy. Nazwać to, co się dzieje.
Przestać usprawiedliwiać zachowania, które nas ranią.
Porozmawiać z kimś, komu ufamy.
Poszukać pomocy.
Zacząć odkładać własne potrzeby nie na ostatnie, lecz choćby na przedostatnie miejsce.
Wyobrazić sobie, że istnieje życie inne niż to, które znamy.
Czasami zanim odejdziemy z jakiegoś miejsca, najpierw musimy wewnętrznie pozwolić sobie uwierzyć, że wolno nam odejść.
Puszczenie oznacza również pożegnanie z nadzieją
Odchodząc od tego, co nam nie służy, nie tracimy wyłącznie trudnej sytuacji.
Żegnamy się również z nadzieją, że pewnego dnia wszystko ułoży się dokładnie tak, jak kiedyś sobie wyobrażałyśmy.
To może boleć.
Możemy opłakiwać nie tylko relację, ale także wspólną przyszłość, która miała się wydarzyć. Dom, którego nie udało się stworzyć. Bezpieczeństwo, na które czekałyśmy. Człowieka, którym ktoś mógł się stać, lecz nigdy nie podjął tej drogi.
Dlatego po podjęciu właściwej decyzji nie zawsze od razu przychodzi ulga.
Może pojawić się smutek, żal, poczucie winy albo tęsknota. Te emocje nie muszą oznaczać, że popełniłyśmy błąd.
Mogą oznaczać, że kończy się coś, co mimo całego bólu było ważną częścią naszego życia.
Można wiedzieć, że trzeba iść dalej, i jednocześnie płakać za tym, co się zostawia.
Jedno nie wyklucza drugiego.
Zaufanie nie zawsze przychodzi przed zmianą
Przez długi czas sądziłam, że najpierw powinnam poczuć pewność, a dopiero potem podjąć decyzję.
Dzisiaj wiem, że pełna pewność może nigdy nie nadejść.
Zaufanie do siebie nie zawsze pojawia się przed pierwszym krokiem. Często zaczyna rosnąć dopiero wtedy, gdy ten krok wykonamy i zobaczymy, że potrafimy unieść jego konsekwencje.
Nie trzeba od razu znać całej dalszej drogi.
Czasem wystarczy wiedzieć, że nie chcemy już wracać do miejsca, w którym tracimy siebie.
Każda mała decyzja podjęta w zgodzie ze sobą odbudowuje zaufanie.
Za każdym razem, gdy słucham własnych granic, dotrzymuję sobie słowa albo przestaję pomniejszać to, co czuję, wysyłam sobie ważną wiadomość:
„Mogę na sobie polegać”.
Zostawić nie znaczy wymazać
Nie mogę zmienić swojej przeszłości.
Nie chcę również udawać, że jej nie było. Jest częścią mojej historii i częścią mnie.
Mogę jednak zdecydować, że nie będzie pisała wszystkich kolejnych rozdziałów.
Zostawić nie znaczy zapomnieć.
Nie znaczy też przekreślić człowieka, którym kiedyś byłam.
Dla mnie oznacza to raczej podziękowanie dawnej sobie za to, że zrobiła wszystko, co potrafiła, aby przejść przez trudny czas.
A później powiedzenie jej:
„Już nie musisz przez cały czas walczyć. Teraz możemy nauczyć się żyć inaczej”.
Być może właśnie na tym polega dojrzała zmiana.
Nie na odrzucaniu własnej historii, lecz na odzyskiwaniu prawa do decydowania, co zabieramy z niej dalej.
Co nosisz, chociaż już tego nie potrzebujesz?
Ten tekst jest dla Ciebie, jeśli czujesz, że coś w Tobie puka do drzwi.
Jeśli wiesz, że pewna rola, relacja, obietnica albo przekonanie nie pasuje już do kobiety, którą się stajesz.
Nie musisz dzisiaj znać wszystkich odpowiedzi.
Możesz najpierw spokojnie zapytać siebie:
Czy to, czego się trzymam, nadal mnie wspiera?
Czy pozostaję przy tym z miłości, czy przede wszystkim ze strachu?
Co najgorszego – moim zdaniem – wydarzy się, jeśli to puszczę?
I czego potrzebuję, aby zrobić choć jeden bezpieczny krok w swoją stronę?
Niektórych rzeczy nie trzeba od razu odcinać.
Najpierw trzeba je zobaczyć.
Nazwać.
Zrozumieć, dlaczego tak długo były nam potrzebne.
A potem zdecydować, czy nadal chcemy je ze sobą nieść.
Bo czasem pierwszy krok nie polega na natychmiastowym odejściu.
Polega na zauważeniu, że nadal nosimy coś, co kiedyś pomagało nam przetrwać, ale dzisiaj nie pomaga nam już żyć.
A Ty – co nadal trzymasz przy sobie, chociaż czujesz, że nadszedł czas, aby powoli to odłożyć?
